Głównym powodem dla którego będę kupował
Gazetę Magnetofonową jest postać jej założyciela, czyli redaktora Szubrychta.
Aktywność Jarka to arcy solidne dziennikarstwo i nie ma cienia
przesady w określeniu go mianem człowiek-instytucja.
Oczywiście muszę przyznać, że jakieś 90% opisywanych tu
zespołów jest mi kompletnie nieznana.
Kojarzę głównie nazwiska związane z Metalem.
Najcenniejsze są teksty o zacięciu społeczno-historycznym.
Opisujące jak muzyka wpływa na kolejne pokolenia słuchaczy i wykonawców.
Dla mnie polska muzyka ma sens jeśli nawiązuje do przeszłości...
Te nowoczesne wynalazki raczej omijam.
* * *
BAABA to spore zaskoczenie.
Chętnie do tego wracam.
Oczywiście duży plus za taśmy UNLEASHED oraz TIAMAT.
Clouds kupiłem se w Digitalu za 45 000 złotych.
Musiałem kilka razy to przesłuchać by uznać, że wydanie takiej kasy
na materiał Doom Metalowy miało jednak sens...
Ale jak już wydałem to musiało mi się spodobać... :-)
Potem doceniłem.
Z Where No Life Dwells sprawa jest oczywiście prostsza, bo to prosty
Death Metal jest. Najlesze są te piosenki, które już znamy.
Nie jestem i nigdy nie będę fanem TODAY IS THE DAY, jednak
miło się czyta rozmowę z gościem, który ma życiowe poglądy
na dotępność broni czy zioła.
* * *
Coś czuję, że ta nowa składanka VADER z przeróbkami to jest petarda... a nawet ciężki granat!
Łukasz Orbitowski ma absolutnie rację przedstawiając Metal jako osobę, a raczej jako
siarczystego demona, którego lepiej nie drażnić.
Jestem przekonany, że siedzibą tej piekielnej postaci jest Floryda lub Kalifornia.
W związku z tym przez długie lata wolałem nie słuchać niczego z Norwegii, by się
nie narazić na gniew the Ancient Ones.
Locked deep beyond the gate Lost within the stars Realm of ancient ones Malignant ones Against the light Power of the blackened sky Hateful spawn "We are the chasm depths"
Come forth ancient ones, Tiamat Kutulu Rise, greed the cursed with your wrath My enemies are yours Twist their minds with your spells Crush their souls With your infernal grasp
A scorn from the Absu Kutulu snaps his jaws Cauldron burns and receives Crushing the voice of the tyrants Raise the horns in blasphemy
ten FIRESPAWN całkiem solidny
bardzo konkretne granie
Mocno się zdziwiłem, gdy zobaczyłem, że redaktor Janecki słucha OPETH
Wielkie Albumy, czyli od Show No Mercy do Seasons in the Abyss.
Pierwsza dekada agresji wywołująca najdzikszy sentyment.
Solidne Albumy, czyli to co bogowie nagrali potem. Repentless to solidna jazda, której miło się słucha, ale oczekiwania
wobec SLAYER są zawsze większe... W sercu wyznawcy jest zawsze
diabelska iskierka nadziei, że może tym razem się uda i Zabójca
wróci do czasów gdy Piekło było jeszcze młode...
Cóż, mamy kolejny mocny album SLAYER, jednak nie
jest to ten podmuch piekielnego ognia, który by mnie rozpalił do czerwoności...
Słowa uznania za ostre brzmienie tej płyty.
Ciekawy wers w utworze Take Control: I am the propaganda war machine
Przywołuje echa War Ensemble: Propaganda death ensemble
...
Sport the war, war support
The sport is war, total war
Ciekawe jak to jest, że fani Metalu to stwory czasem
konserwatywne i nostalgiczne...
Zwróćcie uwagę na samą końcówkę albumu Repentless.
Toż to wypisz wymaluj staroświecki, wczesny SLAYER.
Oldskulowe riffy w piekielnym klimacie starych nagrań Zabójcy.
Ten końcowy jazgot mnie rozczula...
King jest wyrachowany i nie zaryzykuje nagrania płyty
w stylu retro Thrash, a wielka szkoda.
SLAYER powinien nagrać materiał plagiatujący własną przeszłość.
Lucifer rules supreme
Spotkałem Jarka w klubie Dzik przy Belwederskiej i naturalnie
jest pamiątkowe zdjęcie.
Akurat przechodziłem z płytą SLAYER w teczce
Monika Szubrycht zwraca uwagę małżonkowi:
No, to jest jakaś muzyka, a nie te smuty co ciągle puszczasz. Takiego cię brałam!